poniedziałek, 12 marca 2012

pojedyncze równoważniki bez sensu

przyrównuję sekundy do spółgłosek zwarto-wybuchowych
nadaję rytm
aż ciało drży i gotowe

ucieka w oparach szczęścia,
nie-myślenia o
.
.
.
bo tak łatwiej

nauczyłam się dostrzegać absurdy codzienności,
jestem pod ostrzałem

kto mnie złapie?

sobota, 10 marca 2012

Twoje zdrowie!

reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset

niedziela, 4 marca 2012

środa, 18 stycznia 2012

les bisous, zeszły maj

pocałunki
niczym trzepot motylich skrzydeł
wonią jaśminu przenikają delikatnie
alabastrową szyję
muskają wyblakłe firanki rzęs
wędrują
wśród urywanych linii papilarnych
po nieboskłonie pleców i ramion
spoczywając nieśmiało
na rubinach ust

je reve
que tu m’aimes encore

sobota, 14 stycznia 2012

vive la tristesse

Słuchaj. Słuchaj mnie teraz uważnie, bo nie będę drugi raz powtarzać. W momencie, w którym uderzam palcami o klawiaturę jest w pół do drugiej, mój sąsiad właśnie wyłączył telewizor a współlokatorka bierze prysznic. Leżę kolejną już noc z rzędu bez snu, zazwyczaj idiotycznie patrząc się w sufit. Profesor J.G., jeden z inteligentniejszych mężczyzn, jakich miałam ostatnio okazję poznać, uparcie wmawia nam - swoim studentom, że miłość jest rzeczą straszną. Co gorsza, jestem skłonna się pod tym podpisać i głosić wszem i wobec.

Nigdy nie sądziłam, że to tak się skończy. Gdy byłam małą dziewczynką, zawsze miałam skrupulatnie określony obiekt ulokowania swoich niewieścich uczuć i to mi wystarczało. Czyste platoniczne afekty gwarantowały pełnię szczęścia dziesięcioletniego dziecka. Teraz mam dwadzieścia i na gwałt poszukuję apathei, ataraksji i eutymii.

Czuję, że niedługo się skończę. Cynizm całkowicie pochłonie moje śmieszne ciałko i nie będzie już odwrotu. Z drugiej strony - czy to nie cudowne? Stałbyś się częścią tej szarej obrzydzającej mnie masy, tych wszystkich ćwierćinteligentów, których jedynymi intencjami egzystencji są seks i jedzenie. Ta linia ma zdecydowanie najmniejszy opór.


..........................