sobota, 14 stycznia 2012

vive la tristesse

Słuchaj. Słuchaj mnie teraz uważnie, bo nie będę drugi raz powtarzać. W momencie, w którym uderzam palcami o klawiaturę jest w pół do drugiej, mój sąsiad właśnie wyłączył telewizor a współlokatorka bierze prysznic. Leżę kolejną już noc z rzędu bez snu, zazwyczaj idiotycznie patrząc się w sufit. Profesor J.G., jeden z inteligentniejszych mężczyzn, jakich miałam ostatnio okazję poznać, uparcie wmawia nam - swoim studentom, że miłość jest rzeczą straszną. Co gorsza, jestem skłonna się pod tym podpisać i głosić wszem i wobec.

Nigdy nie sądziłam, że to tak się skończy. Gdy byłam małą dziewczynką, zawsze miałam skrupulatnie określony obiekt ulokowania swoich niewieścich uczuć i to mi wystarczało. Czyste platoniczne afekty gwarantowały pełnię szczęścia dziesięcioletniego dziecka. Teraz mam dwadzieścia i na gwałt poszukuję apathei, ataraksji i eutymii.

Czuję, że niedługo się skończę. Cynizm całkowicie pochłonie moje śmieszne ciałko i nie będzie już odwrotu. Z drugiej strony - czy to nie cudowne? Stałbyś się częścią tej szarej obrzydzającej mnie masy, tych wszystkich ćwierćinteligentów, których jedynymi intencjami egzystencji są seks i jedzenie. Ta linia ma zdecydowanie najmniejszy opór.


..........................

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz