środa, 21 marca 2012
poniedziałek, 12 marca 2012
pojedyncze równoważniki bez sensu
przyrównuję sekundy do spółgłosek zwarto-wybuchowych
nadaję rytm
aż ciało drży i gotowe
ucieka w oparach szczęścia,
nie-myślenia o
.
.
.
bo tak łatwiej
nauczyłam się dostrzegać absurdy codzienności,
jestem pod ostrzałem
kto mnie złapie?
nadaję rytm
aż ciało drży i gotowe
ucieka w oparach szczęścia,
nie-myślenia o
.
.
.
bo tak łatwiej
nauczyłam się dostrzegać absurdy codzienności,
jestem pod ostrzałem
kto mnie złapie?
sobota, 10 marca 2012
Twoje zdrowie!
reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset reset
niedziela, 4 marca 2012
środa, 18 stycznia 2012
les bisous, zeszły maj
pocałunki
niczym trzepot motylich skrzydeł
wonią jaśminu przenikają delikatnie
alabastrową szyję
muskają wyblakłe firanki rzęs
wędrują
wśród urywanych linii papilarnych
po nieboskłonie pleców i ramion
spoczywając nieśmiało
na rubinach ust
je reve
que tu m’aimes encore
niczym trzepot motylich skrzydeł
wonią jaśminu przenikają delikatnie
alabastrową szyję
muskają wyblakłe firanki rzęs
wędrują
wśród urywanych linii papilarnych
po nieboskłonie pleców i ramion
spoczywając nieśmiało
na rubinach ust
je reve
que tu m’aimes encore
poniedziałek, 16 stycznia 2012
sobota, 14 stycznia 2012
vive la tristesse
Słuchaj. Słuchaj mnie teraz uważnie, bo nie będę drugi raz powtarzać. W momencie, w którym uderzam palcami o klawiaturę jest w pół do drugiej, mój sąsiad właśnie wyłączył telewizor a współlokatorka bierze prysznic. Leżę kolejną już noc z rzędu bez snu, zazwyczaj idiotycznie patrząc się w sufit. Profesor J.G., jeden z inteligentniejszych mężczyzn, jakich miałam ostatnio okazję poznać, uparcie wmawia nam - swoim studentom, że miłość jest rzeczą straszną. Co gorsza, jestem skłonna się pod tym podpisać i głosić wszem i wobec.
Nigdy nie sądziłam, że to tak się skończy. Gdy byłam małą dziewczynką, zawsze miałam skrupulatnie określony obiekt ulokowania swoich niewieścich uczuć i to mi wystarczało. Czyste platoniczne afekty gwarantowały pełnię szczęścia dziesięcioletniego dziecka. Teraz mam dwadzieścia i na gwałt poszukuję apathei, ataraksji i eutymii.
Czuję, że niedługo się skończę. Cynizm całkowicie pochłonie moje śmieszne ciałko i nie będzie już odwrotu. Z drugiej strony - czy to nie cudowne? Stałbyś się częścią tej szarej obrzydzającej mnie masy, tych wszystkich ćwierćinteligentów, których jedynymi intencjami egzystencji są seks i jedzenie. Ta linia ma zdecydowanie najmniejszy opór.
..........................
Nigdy nie sądziłam, że to tak się skończy. Gdy byłam małą dziewczynką, zawsze miałam skrupulatnie określony obiekt ulokowania swoich niewieścich uczuć i to mi wystarczało. Czyste platoniczne afekty gwarantowały pełnię szczęścia dziesięcioletniego dziecka. Teraz mam dwadzieścia i na gwałt poszukuję apathei, ataraksji i eutymii.
Czuję, że niedługo się skończę. Cynizm całkowicie pochłonie moje śmieszne ciałko i nie będzie już odwrotu. Z drugiej strony - czy to nie cudowne? Stałbyś się częścią tej szarej obrzydzającej mnie masy, tych wszystkich ćwierćinteligentów, których jedynymi intencjami egzystencji są seks i jedzenie. Ta linia ma zdecydowanie najmniejszy opór.
..........................
piątek, 6 stycznia 2012
tęskniąc za P.B.
sonata marymoncka niedokończona jak nasza znajomość na tych nieszczęsnych górach o zapachu francji pod skrzydłami marysieńki
następna stacja - słodowiec
następna stacja - słodowiec
ogólna teoria względności
ona
jej gibkie brązowe ciało
usta rozsypujące radość na każdym kroku
zapewne mruczy
ja
nie mam do zaoferowania nic
prócz przeraźliwej bladości
i chłodu rąk
ty?
jej gibkie brązowe ciało
usta rozsypujące radość na każdym kroku
zapewne mruczy
ja
nie mam do zaoferowania nic
prócz przeraźliwej bladości
i chłodu rąk
ty?
Subskrybuj:
Posty (Atom)