czwartek, 1 grudnia 2011

i znów przyszedł grudzień
moja psyche marznie
kot umarł

tęsknoty

łapania gwiazd wplątanych
we włosy
usta
oczy
płatki nieskazitelnej bieli na granatowym tle

nie dają zasnąć

~~

moje obojczyki pragną cię

czule
zaplatam wyblakłe chwile w warkocze słów

a ty
rozbijasz kryształy
znów
nie przeszkadzają mi wkradające się w opuszki
kawałki szkła

~~

Zapadalność na osobowość borderline wynosi około 1–2% (w tym 75% to kobiety). Zaburzenie wymaga wielokierunkowego leczenia, długoletnich psychoterapii, a niekiedy też hospitalizacji.

sobota, 5 listopada 2011

nawet Bóg się z niej śmieje, po cóż taka głupia

dlaczego w myśli wkrada się infantylizm totalny
w słowa le sarcasme
a czyny pachną wyrafinowaniem

no po co to wszystko
skoro cynizm zastępuje najdrobniejsze
westchnienia o miłości

wydaje ci się, że powroty są dobre
(nie)kochany
on ne peut pas entrer une seconde fois dans le même fleuve

zawsze tak myślałam, ale teraz
nie wiem już nic

polejcie mi

piątek, 4 listopada 2011

czytaj z moich ust

Metalowa łyżeczka upadła na podłogę, a wraz z nią moje wszelkie nadzieje. Widzisz, jednak pragnienia nie mają sprawczej siły, bo gdyby tak było, już dawno osiągnęłabym stan nirwany. Dlaczego wciąż myślisz o niej, skoro ja, z całym moim poszarganym wnętrzem i wyblakłymi rzęsami, stoję pod drzwiami Twego mieszkania? Podnieś w końcu tę cholerną łyżeczkę.

środa, 2 listopada 2011

łkanie

nic nie widzę

szorstko
gorzko
tracę oddech

dreszcze niemocy
opętały
zdezorientowane ciało

cofnąć
choć chwilę, by znów
szeleścić

nie umiem
już
nie wiem
proszę
wróć

środa, 26 października 2011

Never trust the palest girl. Palest girls with palest hearts, nothing in return. They will bake them all for you.
They will bake their palest hearts just to watch them burn.

niedziela, 23 października 2011

puch marny

jestem tylko drżeniem
gdy odpalasz porannego papierosa
i z kocią świątobliwością mrużysz oczy

nie pamiętam nic z tych lekkich, przypadkowych słów
a jednak drżę

i chociaż o to w tym wszystkich chodzi
żeby mieć czasem za kogo się modlić
zanim zatopi się twarz w miękkich piórach na schodach morfeusza

w rytm moich szeptów
powtarzam jak mantra uroczą prawdę, że...

poniedziałek, 17 października 2011

dopisek do wieczoru wczorajszego

Dziwnie było płakać na balkonie tej nocy, słone łzy mieszały się z odurzającym smakiem ciężkiego tytoniu. Mówiłeś 'nie pal tyle, zbyt gruba gilza nie pasuje do Twoich smukłych palców pianistki'. Lecz co z tego? To nic nie znaczy, to o niczym nie świadczy.

poniedziałek, 10 października 2011

kobaltowa sukienka, musztardowa kamizelka

Jestem Werterem. Pieprzonym Werterem w dwunastocentymetrowych szpilkach. Codziennie wykrwawiam się na śmierć, strzelając sobie w głowę nieposkromionymi myślami o Tobie.

sobota, 8 października 2011

it's a losing game

Zamykam drzwi, zdejmuję delikatnie koszulę i odkręcam wodę. Czas zmyć w końcu z siebie twoje słowa wypisane na przegubach dłoni. Trzymają się mocno, jak moje ulubione kwiatowe perfumy. Czy kiedykolwiek  myślałeś o pięknie nie poprzez pryzmat pożądania?
Mokre włosy i łydki tańczą w rytm wystukiwany paznokciami po lustrze, rzęsy łączą się w pary z kroplami, a nabrzmiałe wargi ostatni raz szepczą twoje imię. Katharsis... Czy to już?


A miałam nie kłamać.

to mógłby być incipit

stój
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
zatrzymaj się



proszę

piątek, 7 października 2011

akt pierwszy

-Chodźmy do teatru. - szepnął mi na ucho, gdy wszyscy wychodziliśmy z jednego z tych szarych nieciekawych bloków na Pradze. Spojrzałam w jego orzechowe oczy nieco zdziwiona, bowiem znaliśmy się dopiero od godziny, a ja dzięki mojej słabej pamięci do imion, nie wiedziałam nawet, jak się nazywa. Zanim zdążyłam wydusić z siebie jakieś słowo, kiwnął głową i dodał pospiesznie łapiąc mnie za rękę -Mówię całkiem serio.

-Zazdroszczę ci, zaproszenie do teatru to jest coś. - westchnęła D. -Nieczęsto zdarzają się tacy faceci.
Słuchałam jej wywodów pełnych zachwytu, przerywanych od czasu do czasu kłótnią odgrywającą się za ścianą. Niefortunnie zamoczyłam włosy w kawie, potargane zresztą tak, jak poprzednia noc.

Nieczęsto. To na pewno. Szkoda tylko, że zamiast teatru ostało się powiadomienie o zaproszeniu do grona znajomych na facebooku. I ona.

środa, 5 października 2011

ps

Zimna kawa, sterty notatek i pożółkłe, pachnące starością książki. Poprawiam rąbek spódnicy, jednocześnie przegryzając wyschnięte wargi prawie do krwi. Kolejny dzień zacznie się nazbyt wcześnie i nazbyt późno się skończy, czuję to. Nie chcę.
Odkąd się przeprowadziłam, więcej się modlę i mniej jem. Składam krótkie, suche zdania. Trochę z tęsknoty, jeszcze więcej z żalu. Odsuwam od siebie prawdę, bo choć doskonale ją znam, tkam pajęczynę imaginacji. Zawsze jest jakieś westchnienie najgłupszego słowa, jakiego nauczono mnie dziewiętnaście lat temu.