piątek, 16 grudnia 2011
czwartek, 1 grudnia 2011
i znów przyszedł grudzień
moja psyche marznie
kot umarł
tęsknoty
łapania gwiazd wplątanych
we włosy
usta
oczy
płatki nieskazitelnej bieli na granatowym tle
nie dają zasnąć
~~
moje obojczyki pragną cię
czule
zaplatam wyblakłe chwile w warkocze słów
a ty
rozbijasz kryształy
znów
nie przeszkadzają mi wkradające się w opuszki
kawałki szkła
~~
Zapadalność na osobowość borderline wynosi około 1–2% (w tym 75% to kobiety). Zaburzenie wymaga wielokierunkowego leczenia, długoletnich psychoterapii, a niekiedy też hospitalizacji.
moja psyche marznie
kot umarł
tęsknoty
łapania gwiazd wplątanych
we włosy
usta
oczy
płatki nieskazitelnej bieli na granatowym tle
nie dają zasnąć
~~
moje obojczyki pragną cię
czule
zaplatam wyblakłe chwile w warkocze słów
a ty
rozbijasz kryształy
znów
nie przeszkadzają mi wkradające się w opuszki
kawałki szkła
~~
Zapadalność na osobowość borderline wynosi około 1–2% (w tym 75% to kobiety). Zaburzenie wymaga wielokierunkowego leczenia, długoletnich psychoterapii, a niekiedy też hospitalizacji.
sobota, 5 listopada 2011
nawet Bóg się z niej śmieje, po cóż taka głupia
dlaczego w myśli wkrada się infantylizm totalny
w słowa le sarcasme
a czyny pachną wyrafinowaniem
no po co to wszystko
skoro cynizm zastępuje najdrobniejsze
westchnienia o miłości
wydaje ci się, że powroty są dobre
(nie)kochany
on ne peut pas entrer une seconde fois dans le même fleuve
zawsze tak myślałam, ale teraz
nie wiem już nic
polejcie mi
w słowa le sarcasme
a czyny pachną wyrafinowaniem
no po co to wszystko
skoro cynizm zastępuje najdrobniejsze
westchnienia o miłości
wydaje ci się, że powroty są dobre
(nie)kochany
on ne peut pas entrer une seconde fois dans le même fleuve
zawsze tak myślałam, ale teraz
nie wiem już nic
polejcie mi
piątek, 4 listopada 2011
czytaj z moich ust
Metalowa łyżeczka upadła na podłogę, a wraz z nią moje wszelkie nadzieje. Widzisz, jednak pragnienia nie mają sprawczej siły, bo gdyby tak było, już dawno osiągnęłabym stan nirwany. Dlaczego wciąż myślisz o niej, skoro ja, z całym moim poszarganym wnętrzem i wyblakłymi rzęsami, stoję pod drzwiami Twego mieszkania? Podnieś w końcu tę cholerną łyżeczkę.
środa, 2 listopada 2011
łkanie
nic nie widzę
szorstko
gorzko
tracę oddech
dreszcze niemocy
opętały
zdezorientowane ciało
cofnąć
choć chwilę, by znów
szeleścić
nie umiem
już
nie wiem
proszę
wróć
szorstko
gorzko
tracę oddech
dreszcze niemocy
opętały
zdezorientowane ciało
cofnąć
choć chwilę, by znów
szeleścić
nie umiem
już
nie wiem
proszę
wróć
środa, 26 października 2011
niedziela, 23 października 2011
puch marny
jestem tylko drżeniem
gdy odpalasz porannego papierosa
i z kocią świątobliwością mrużysz oczy
nie pamiętam nic z tych lekkich, przypadkowych słów
a jednak drżę
i chociaż o to w tym wszystkich chodzi
żeby mieć czasem za kogo się modlić
zanim zatopi się twarz w miękkich piórach na schodach morfeusza
w rytm moich szeptów
powtarzam jak mantra uroczą prawdę, że...
gdy odpalasz porannego papierosa
i z kocią świątobliwością mrużysz oczy
nie pamiętam nic z tych lekkich, przypadkowych słów
a jednak drżę
i chociaż o to w tym wszystkich chodzi
żeby mieć czasem za kogo się modlić
zanim zatopi się twarz w miękkich piórach na schodach morfeusza
w rytm moich szeptów
powtarzam jak mantra uroczą prawdę, że...
czwartek, 20 października 2011
poniedziałek, 17 października 2011
dopisek do wieczoru wczorajszego
Dziwnie było płakać na balkonie tej nocy, słone łzy mieszały się z odurzającym smakiem ciężkiego tytoniu. Mówiłeś 'nie pal tyle, zbyt gruba gilza nie pasuje do Twoich smukłych palców pianistki'. Lecz co z tego? To nic nie znaczy, to o niczym nie świadczy.
czwartek, 13 października 2011
wtorek, 11 października 2011
poniedziałek, 10 października 2011
kobaltowa sukienka, musztardowa kamizelka
Jestem Werterem. Pieprzonym Werterem w dwunastocentymetrowych szpilkach. Codziennie wykrwawiam się na śmierć, strzelając sobie w głowę nieposkromionymi myślami o Tobie.
sobota, 8 października 2011
it's a losing game
Zamykam drzwi, zdejmuję delikatnie koszulę i odkręcam wodę. Czas zmyć w końcu z siebie twoje słowa wypisane na przegubach dłoni. Trzymają się mocno, jak moje ulubione kwiatowe perfumy. Czy kiedykolwiek myślałeś o pięknie nie poprzez pryzmat pożądania?
Mokre włosy i łydki tańczą w rytm wystukiwany paznokciami po lustrze, rzęsy łączą się w pary z kroplami, a nabrzmiałe wargi ostatni raz szepczą twoje imię. Katharsis... Czy to już?
A miałam nie kłamać.
Mokre włosy i łydki tańczą w rytm wystukiwany paznokciami po lustrze, rzęsy łączą się w pary z kroplami, a nabrzmiałe wargi ostatni raz szepczą twoje imię. Katharsis... Czy to już?
A miałam nie kłamać.
piątek, 7 października 2011
akt pierwszy
-Chodźmy do teatru. - szepnął mi na ucho, gdy wszyscy wychodziliśmy z jednego z tych szarych nieciekawych bloków na Pradze. Spojrzałam w jego orzechowe oczy nieco zdziwiona, bowiem znaliśmy się dopiero od godziny, a ja dzięki mojej słabej pamięci do imion, nie wiedziałam nawet, jak się nazywa. Zanim zdążyłam wydusić z siebie jakieś słowo, kiwnął głową i dodał pospiesznie łapiąc mnie za rękę -Mówię całkiem serio.
-Zazdroszczę ci, zaproszenie do teatru to jest coś. - westchnęła D. -Nieczęsto zdarzają się tacy faceci.
Słuchałam jej wywodów pełnych zachwytu, przerywanych od czasu do czasu kłótnią odgrywającą się za ścianą. Niefortunnie zamoczyłam włosy w kawie, potargane zresztą tak, jak poprzednia noc.
Nieczęsto. To na pewno. Szkoda tylko, że zamiast teatru ostało się powiadomienie o zaproszeniu do grona znajomych na facebooku. I ona.
-Zazdroszczę ci, zaproszenie do teatru to jest coś. - westchnęła D. -Nieczęsto zdarzają się tacy faceci.
Słuchałam jej wywodów pełnych zachwytu, przerywanych od czasu do czasu kłótnią odgrywającą się za ścianą. Niefortunnie zamoczyłam włosy w kawie, potargane zresztą tak, jak poprzednia noc.
Nieczęsto. To na pewno. Szkoda tylko, że zamiast teatru ostało się powiadomienie o zaproszeniu do grona znajomych na facebooku. I ona.
środa, 5 października 2011
ps
Zimna kawa, sterty notatek i pożółkłe, pachnące starością książki. Poprawiam rąbek spódnicy, jednocześnie przegryzając wyschnięte wargi prawie do krwi. Kolejny dzień zacznie się nazbyt wcześnie i nazbyt późno się skończy, czuję to. Nie chcę.
Odkąd się przeprowadziłam, więcej się modlę i mniej jem. Składam krótkie, suche zdania. Trochę z tęsknoty, jeszcze więcej z żalu. Odsuwam od siebie prawdę, bo choć doskonale ją znam, tkam pajęczynę imaginacji. Zawsze jest jakieś westchnienie najgłupszego słowa, jakiego nauczono mnie dziewiętnaście lat temu.
Odkąd się przeprowadziłam, więcej się modlę i mniej jem. Składam krótkie, suche zdania. Trochę z tęsknoty, jeszcze więcej z żalu. Odsuwam od siebie prawdę, bo choć doskonale ją znam, tkam pajęczynę imaginacji. Zawsze jest jakieś westchnienie najgłupszego słowa, jakiego nauczono mnie dziewiętnaście lat temu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)